sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział II

Narracja Lilian:

Szłam właśnie na lekcje greki. Nie rozumiem dlaczego mój kochany tatuś-Sebastian McDavis zapisał mnie na nie i to jeszcze bez mojej zgody, ba bez mojej wiedzy. Zajęcia miały zacząć się o 16 więc miałam jeszcze godzinę, by dostać się z Brooklinu do Goode-szkoły do której od początku miesiąca chodzę. Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona szkoła (a chodziłam już do naprawdę wielu) i po trzech tygodniach ani razu nie spotkałam pedagoga ani dyrektora (sukces). Dodatkowo mam już jednego przyjaciela Paul'a który mieszka niedaleko mnie i także chodzi na zajęcia z greki.
Sięgnęłam do kieszeni dżinsów, by sprawdzić która godzina na moim smartphonie. Ze zgrozą zauważyłam, że telefonu nie ma. Jako że byłam dopiero kilka przecznic od domu postanowiłam wrócić po komórkę. Na klatce schodowej spotkałam panią Jackson, która jak zwykle popatrzyła na mnie z lekkim zdziwieniem.
-Dzień dobry Anna...to znaczy Lilian. Myślałam, że macie teraz zajęcia.-Kiedy chodzi o grekę zawsze wyraża się w liczbie mnogiej. Gdy spytałam o to ojca powiedział, że nim przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku jej syn Percy (dziwne imię) także chodził na te zajęcia. Jednak musiał wyjechać do szkoły z internatem gdzieś w Long Island. Podobno jest to specjalna placówka dla dzieci z ADHD i dyslekcją.
Otworzyłam drzwi i zauważyłam, że w całym mieszkaniu jest dziwnie cicho. Wzruszylam ramionami i skierowałam się na prawo, prosto do mojego pokoju.
Przy biurku tyłem do mnie stał jakiś chłopak. Jego włosy były w odcieniu mokrego piasku z Florydy.
Tak zaabsorbowany był przeglądaniem moich rzeczy i pakowaniem niektórych do małego wojskowego plecaka, że nie zauważył, że nie jest już sam. Przypominając sobie lekcje samoobrony złożyłam pasek od torby na pół i z wystawionymi przed siebie dłońmi zrobiłam kilka kroków w kierunku niespodziewanego gościa. Gdy miałam zawiesić materiał na szyji włamywacza ten odwrócił się do mnie przodem. Jego piękne niebieskie oczy patrzyły na mnie z ciekawością a idealnie skrojone usta wygieły się w szerokim uśmiechem. Od lini żuchwy aż po kącik oka przebiegała wielka, lekko czerwona blizna. Nie psuła ona efektu końcowego, wręcz przeciwnie. Nadawała blondynowi charakteru niegrzecznego chłopca i idealnie komponowała się ze zwichrzonymi włosami.
-Pakuj się księżniczko i odstaw tą torbę, chyba że chcesz by komuś stała się krzywda.-rzekł powracając do przerwanej czynności.
-Po pierwsze nie mów do mnie ,,księżniczko". Po drugie nigdzie nie wyjeżdżam, więc nie mam zamiaru się pakować. Po trzecie zostaw moje rzeczy. Po czwarte oczywiście, że chcem by stała się komuś krzywda i tym kimś jesteś ty. Wogóle kim ty do jasnej anielki [nie przeklinamy ;) przyp. aut.] jesteś?-zawołałam, czego od razu pożałowałam, bo gdy tylko moje gardło opuścił głośniejszy dźwięk moje usta przykryła smukła dłoń blondyna.
-To teraz ty księżniczko posłuchaj: po pierwsze nie krzyczymy, po drugie będę mówił do Ciebie ,,księżniczko" tyle razy ile tylko mi się będzie podobało. Po trzecie i tak mnie nie skrzywdzisz, bo wykąpałem się w Sty... zresztą nie ważne. Po czwarte naprawdę się pakuj zanim nas znajdą. A po za tym jestem Luke syn Herm... nie ważne, ważne że właśnie Cię ratuję księżniczko.-padła odpowiedź ze strony mojego rozmówcy.
-Nigdzie nie idę.-powiedziałam siadając na łóżku tuż obok plecaka. Aby wzmocnić sens moich słów założyłam nogę na nogę i skrzyżowałam ręce na wysokości piersi.
-Księżniczko czy ja pytałem Cię o zdanie? Nie. Więc idziesz i koniec.-rzekł blondyn w odpowiedzi.
-Lukasie mylisz się a teraz wyjdź z mojego pokoju.-odpowiedziałam mając nadzieję, że użycie pełnego imienia (chyba) podziała na niebieskookiego. Jednak chłopak zaśmiał się tylko gardłowo i powrócił do pakowania.
-Jakieś pamiątki zabierasz, czy możemy już iść?-rzekł po dłuższej chwili z pozorną wesołością, jednak wyraźnie poczułam szczyptę złości przy wspomnieniu suwenirów.
-Powtarzam Ci: nigdzie nie idę!-padła z mojej strony odpowiedź, jednak posłusznie otworzyłam szufladę i wyciągnełam z niej mały, acz gruby album ze zdjęciami. Bez słowa podałam go chłopakowi, który schował folder ze zdjęciami do plecaka. Następnie ruszył do drzwi i nie oglądając się za mną udał się do wyjścia. Musiał być pewny, że podążę za nim. Gdy byliśmy już przed drzwiami te otworzyły się i wbiegł przez nie tato. Popatrzył na nas ze smutkiem a nie jak myślałam ze zdziwieniem.
-Już czas.-szepnął tylko po czym kawałek drewna za nim zatrząsł się delikatnie. W odpowiedzi Luke pokiwał głową i ciągnąc mnie za dłoń popędził w kierunku wyjścia przeciw pożarowego. Chciałam się wyrwać i podbiec do ojca, jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, gdy drzwi wyrwał z zawiasów wielki i obrzydliwie okropny potwór. Rzucił się na Sebastiana i gdyby nie bluszcz, który pojawił się dosłownie z nikąd mój opiekun byłby już martwy. Winogrono oplotło stwora w pasie (o ile go posiadał) i odciągneło na metr do tyłu.
Stwór okazał się jednak silniejszy. Rozerwał ,,liny" i natarł na mojego ojca. Ten zaskoczony nie zdążył odsunąć się od wielkiego ogona, który pojawił się
znikąd. Ostatnie co zarejestrowałam przed wyjściem na balkon to ciało taty upadające na ziemię i jego oczy patrzące prosto na mnie...

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział I

Przesilenie zimowe jest idealną okazją na wypowiedzenie światu kolejnej wielkiej przepowiedni. 21 grudnia to z pozoru normalny dzień. Właśnie z pozoru. To wtedy jest jeden z dwóch dni w roku (nie licząc sytuacji awaryjnych, które zdarzają się ostatnio coraz częściej) w których wszyscy olimpijczycy spotykają się na Olimpie. Tym razem nawet Hades został zaproszony na Wielkie Obrady i stał się niepisanym trzynastym olimpijczykiem. Jego syn-Nico otrzymał własny domek poświęcony Bogowi Umarłych w Obozie pół-krwi. Wszystko było idealnie aż do czasu obiadu. Gdy słońce było już delikatnie przechylone na zachód zarówno w Zatoce Long Island jak i w
Empire State Building pojawiła się młoda dziewczyna. Jako wyrocznia stała się bardzo znana i nikt nie musiał prosić jej o przedstawienie się. Rachel Elizabeth Dare w jednej chwili pojawiła się przed herosami i bogami. Do jej pomalowanych błyszczykiem ust wchodziła zielona mgła.
Każdy wiedział co to oznacza. Kolejna wielka przepowiednia za chwilę ujrzy światło dzienne.
-Pan czasu upomni się o nie, gdy obóz Jupiter na pewien czas spłonie.
Tytan tytanów weźmie co nie jego, by władzę nad synem morza przejąć.
Wynagrodzić zechce najbardziej wiernych, lecz Ci z miłości spalą zastępy.
Olimp upadnie i Olimp powstanie, by początek dać erze, co nie upadnie,
puki Hadesa dziecię na świętą górę nie wkroczy i podstępem nie zabierze
tej co nazwaną Artemis będzie.-powiedziała jakby potrojonym głosem Rachel po czym znikła.
Wszyscy zamilkli na długą chwilę. Słowa Ducha Delf nie pozostawiały żadnych wątpliwości, że Kronos jest coraz bliżej zwycięstwa. Pierwszy z szoku otrząsnął się Chejron i donośnym głosem zawołał:
-Zbiórka grupowych w Wielkim domu! Natychmiast!-po czym pogalopował w tamtym kierunku. Za nim, jednak nieco wolniej podążyli wskazani herosi.
W sali ze stołem do ping-pong'a przebywało zbyt wiele osób jak na tak małe pomieszczenie. Komunikacji nie ułatwiał fakt, że większość zgromadzonych przekszykiwała się jeden przez drugiego. Centaur postanowił uspokoić wszystkich jednym, głośnym: ,,Cicho!".
-Domek Demeter?
-Obecny.-odpowiedziała Miranda Gardiner
-Domek Aresa?
-Zwarty i gotowy.-zawołała Clarisse La Rue machając na wszystkie strony włucznią.
-Domek Ateny?
-Tak.-rzekła wyjątkowo rozbudzona wzmianką o synu morza Annabeth Chase.
-Domek Apolla?
-Przygotowania czas zacząć, by z misją...-zaczął zamyślony Will Solace, jednak Córka Aresa przerwała mu mówiąc:
-To znaczy, obecny.
-Domek Hefajstosa?
-Niestety tak.-wymruczał Jake Mason grzebiąc w starym zegarku.
-Domek Afrodyty?
-Oczywiście, że jestem drogi Chejronie.-wyświergotała Drew Tanaka odklejając wzrok od lusterka.
-Domek Hermesa?
-Obecny w pełnym składzie.-rzekli Connor i Travis Hood zastanawiając się pewnie nad nowym kawałem.
-Domek Dionizosa?
-Tutaj.-rzekł Pollux machając delikatnie dłonią.
-Domek Hadesa?
-Jest.-odpowiedział Nico di Angelo.
-Dobrze wszyscy są więc możemy zabrać się za studiowanie przepowiedni. Will przytocz nam proszę pierwszy wers.-rzekł Chejron prostując się na wózku.
-,,Pan czasu upomni się o nie, gdy obóz Jupiter na pewien czas spłonie."-odpowiedział szybko syn Apolla.
-Nie wiadomo o kogo może chodzić, ale pewne jest że rzymscy herosi mogą mieć problem.-powiedziała Miranda z przejęciem
-Zgadzam się, przejdźmy do następnej części.-rzekł centaur-Will'u kontynuuj.
-,,Tytan tytanów weźmie co nie jego, by władzę nad synem morza przejąć."
-Tu chodzi o Annabeth!-zawołała Clarisse czym zdziwiła wszystkich. Sama zainteresowana spłonęła rumieńcem, jednak, gdy tylko się otrząsnęła z szoku powiedziała:
-Przecież może tu chodzić o Polifem'a i jego owce.
W odpowiedzi wszyscy popatrzyli na nią jakby była co najmniej córką Hery.
-Dobrze, krwiożercze barany zostawimy na kolację a teraz omówmy fragment: ,,Wynagrodzić zechce najbardziej wiernych, lecz Ci z miłości spalą zastępy."-rzekł koordynator coraz bardziej zestresowany.
-Te słowa potwierdzają tylko, że chodzi o Annabeth i tego jej zdrajcę Luke'a.-krzyknęła córka Aresa wbijając w blat nóż myśliwski
-Carinno ten stół był świerzo co kupiony!-zawołał za nią pan D. po czym wybiegł z pomieszczenia mamrocząc pod nosem coś o głupich herosach.
-Zgadzam się z Clarisse. Tu chodzi o Castellan'a i tę jego śmieszną armię.-dorzuciła swoje trzy grosze a w tym przypadku raczej drachmy Drew.
-Lecimy dalej: ,,Olimp upadnie i Olimp powstanie, by początek dać erze, co nie upadnie,"-rzekł pół-koń.
-Myślę, Że nic nie trzeba wyjaśniać, wszyscy zginiemy.-syknął Jake, który od początku zebrania się nudził.
-Nie zapominajmy o końcówce:  ,,puki Hadesa dziecię na świętą górę nie wkroczy i podstępem nie zabierze
tej co nazwaną Artemis będzie."...