poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział III

Narracja Lilian:
Niektórzy twierdzą, że gdy stracimy kogoś bliskiego czujemy ból. Inni trwają w przekonaniu, że nasze serce ogarnia trwoga. Jeszcze inni próbują nam wmówić, że podświadomie czujemy pustkę po człowieku, który odszedł. Nie warto słuchać poetów, którzy nie wiedzą o czym piszą. Prawda jej taka, że nie czujemy nic. Nasze serce zamarza stając się bryłą lodu. Tylko od nas zależy czy pozwolimy komuś rozgrzać naszą duszę, czy wręcz przeciwnie-skarzemy ją na wieczną zmarzlinę.
Popełniłam błąd. Chciałam uratować ojca, którego oczy straciły już blask, którego serce zaprzestało swą pracę czując, że to już koniec. Ja jednak nie chciałam takiego zakończenia. Zaczełam się wyrywać, szarpać a nawet gryźć a Luke? On po prostu przytulił mnie i powiedział, że tatuś nie żyje. W odpowiedzi pokręciłam przecząco głową a z mojego gardła wyrwał się cichy jęk. Jęk bezsilności i staconej nadzieji, która nie miała już prawa bytu.
Wszystko wokół znikło pod warstwą łez. Nie zdziwiło mnie, że gdy odzyskałam ostrość widzenia znajdowałam się w zupełnie innym miejscu. Nie było już beżowych ścian naszego mieszkania na Brooklinie, wzamian pojawiły się z pewnością zimne i wilgotne skały tworzące jaskinię. Nowoczesne lampy zastąpił mrok, ciemność i nicość.
-Księżniczko on odszedł.-szepnął blondyn patrząc na mnie ze współczuciem. W odpowiedzi zaprzeczyłam ruchem głowy i po dłuższej chwili [chyba] pewnie powiedziałam:
-On tam na mnie czeka, więc z łaski swojej odstaw mnie z powrotem.-patrzyłam wyzywająco na Luke'a po czym dodałam-Albo nie, sama trafię do domu.-po czym odwróciłam się i nim zdążyłam zrobić dwa kroki poczułam jak ktoś szarpie mnie za nadgarstek
-Lilian do cholery on nie żyje.-wrzasnął mój ,,porywacz" patrząc na mnie wściekle. W oczach zalśniły mi łzy i powiedziałam szeptem jedno słowo a mianowicie: ,,Wyjdź." Gdy chłopak nie posłuchał powtórzyłam, tylko parę razy głośniej zasłaniając jednocześnie uszy przed tym jego księżniczkowaniem się.
Wreszcie zostałam sama. Skuliłam się w kącie jaskini tworząc z ciała żywą kulkę i schowałam twarz we włosach. Z jednej strony czułam zimno kamienia a z drugiej duszne powietrze. To zestawienie dało mi poczucie pewnej równowagi a co za tym idzie odrobiny bezpieczeństwa. Po chyba kwadransie usłyszałam kroki. Postanowiłam udawać, że śpię na wypadek jakiegoś niebezpieczeństwa.
-Wiem że nie śpisz.-powiedział blondyn stając obok mnie-Przestań się na mnie gniewać za coś, na co nie miałem wpływu. Popatrz na mnie i posłuchaj.-nie widząc mojej reakcji złapał mnie w pasie i pociągnął do góry. Automatycznie wyprostowałam się i opuściłam ręce patrząc tym samym na chłopaka.
-Wątpię żeby Sebastian a raczej Stateos wyznał Ci prawdę o Twoim pochodzeniu. Znasz pewnie mitologię grecką i rzymską? Otóż wszystkie te wydarzenia dotyczące Prometeusza, Heraklesa czy Orfeusza są prawdą. Zeus jest prawdziwym władcą Olimpu a Apollo naprawdę roznosi boską pocztę. My-tu ręką wskazał na siebie i mnie- jesteśmy herosami, mamy jednego boskiego i jednego ludzkiego rodzica. Moim ojcem jest Hermes a twoim wcale nie był Sebastian. On na polecenie Twojej opiekunki wychowywał Cię i sprawował nad tobą pieczę. Twój prawdziwy ojciec mieszka w San Francisco i jest w 100% żywy.
-Ale...ale to nie możliwe.-odpowiedziałam zdziwiona.
-W naszym świecie wszystko jest możliwe księżniczko.-odpowiedział Luke przytulając mnie do swojej piersi.
-Co teraz ze mną będzie? Tamten potwór nie był przecież jedyny a ja nie mam z nimi żadnych szans.-rzekłam nie odrywając się od blondyna.
-Jest pewne miejsce w którym będziesz bezpieczna. Obóz Herosów w zatoce Long Island. To tam się udasz.-powiedział niechętnie chłopak.
-Czemu ,,ja'' a nie ,,my'? Przecież Ty też jesteś herosem i potrzebujesz ochrony.-zaczęłam z przejęciem
-Powiedzmy, że nie jestem tam mile widziany. Teraz połóż się spać, bo jutro czeka nas długa podróż.-rzekł blondyn po czym wyszedł z jaskini.
-Dobranoc Luke.-szepnęłam w ciemność po czym zwinęłam się w kulkę i zasnęłam.

*następnego dnia*

Obudziłam się, gdy usłyszałam, że ktoś wchodzi do jaskini. Szybko wstałam i przybrałam jak najbardziej groźną pozycję.
-Lilian to ty?-usłyszałam cichy, dziewczęcy krzyk a następnie poczułam, że ktoś przytula mnie z całej siły. Zaskoczona zachwiałam się i dopiero po uwolnienieniu się z uścisku czarnowłosej stanęłam twardo na nogi.
-Przepraszam bardzo, ale kim TY jesteś?-spytałam jak najbardziej uprzejmnie.
-Navi ona Cię nie pamięta.-usłyszałam przepełniony żalem dziewczęcy głos. Popatrzyłam w kierunku, z którego on dochodził i od razu uklękłam na jedno kolano. W moim kierunku szła rudowłosa nastolatka o srebrnych, przypominających księżyc oczach. Poznałam ją od razu, choć nigdy wcześniej jej nie widziałam. Oto stała przede mną Artemida-bogini wiecznych łowów.
-Wstań Lilian, żadna z Łowczyń nie musi klękać w mojej obecności.-dodała widząc moją zgarbioną pozę.
Natychmiast wypełniłam to polecenie i popatrzyłam wyczekująco na boginię. Ta jednak odwróciła się i wyszła z jaskini mówiąc:
-Zapraszamy do naszego namiotu...

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział II

Narracja Lilian:

Szłam właśnie na lekcje greki. Nie rozumiem dlaczego mój kochany tatuś-Sebastian McDavis zapisał mnie na nie i to jeszcze bez mojej zgody, ba bez mojej wiedzy. Zajęcia miały zacząć się o 16 więc miałam jeszcze godzinę, by dostać się z Brooklinu do Goode-szkoły do której od początku miesiąca chodzę. Muszę przyznać, że jest to moja ulubiona szkoła (a chodziłam już do naprawdę wielu) i po trzech tygodniach ani razu nie spotkałam pedagoga ani dyrektora (sukces). Dodatkowo mam już jednego przyjaciela Paul'a który mieszka niedaleko mnie i także chodzi na zajęcia z greki.
Sięgnęłam do kieszeni dżinsów, by sprawdzić która godzina na moim smartphonie. Ze zgrozą zauważyłam, że telefonu nie ma. Jako że byłam dopiero kilka przecznic od domu postanowiłam wrócić po komórkę. Na klatce schodowej spotkałam panią Jackson, która jak zwykle popatrzyła na mnie z lekkim zdziwieniem.
-Dzień dobry Anna...to znaczy Lilian. Myślałam, że macie teraz zajęcia.-Kiedy chodzi o grekę zawsze wyraża się w liczbie mnogiej. Gdy spytałam o to ojca powiedział, że nim przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku jej syn Percy (dziwne imię) także chodził na te zajęcia. Jednak musiał wyjechać do szkoły z internatem gdzieś w Long Island. Podobno jest to specjalna placówka dla dzieci z ADHD i dyslekcją.
Otworzyłam drzwi i zauważyłam, że w całym mieszkaniu jest dziwnie cicho. Wzruszylam ramionami i skierowałam się na prawo, prosto do mojego pokoju.
Przy biurku tyłem do mnie stał jakiś chłopak. Jego włosy były w odcieniu mokrego piasku z Florydy.
Tak zaabsorbowany był przeglądaniem moich rzeczy i pakowaniem niektórych do małego wojskowego plecaka, że nie zauważył, że nie jest już sam. Przypominając sobie lekcje samoobrony złożyłam pasek od torby na pół i z wystawionymi przed siebie dłońmi zrobiłam kilka kroków w kierunku niespodziewanego gościa. Gdy miałam zawiesić materiał na szyji włamywacza ten odwrócił się do mnie przodem. Jego piękne niebieskie oczy patrzyły na mnie z ciekawością a idealnie skrojone usta wygieły się w szerokim uśmiechem. Od lini żuchwy aż po kącik oka przebiegała wielka, lekko czerwona blizna. Nie psuła ona efektu końcowego, wręcz przeciwnie. Nadawała blondynowi charakteru niegrzecznego chłopca i idealnie komponowała się ze zwichrzonymi włosami.
-Pakuj się księżniczko i odstaw tą torbę, chyba że chcesz by komuś stała się krzywda.-rzekł powracając do przerwanej czynności.
-Po pierwsze nie mów do mnie ,,księżniczko". Po drugie nigdzie nie wyjeżdżam, więc nie mam zamiaru się pakować. Po trzecie zostaw moje rzeczy. Po czwarte oczywiście, że chcem by stała się komuś krzywda i tym kimś jesteś ty. Wogóle kim ty do jasnej anielki [nie przeklinamy ;) przyp. aut.] jesteś?-zawołałam, czego od razu pożałowałam, bo gdy tylko moje gardło opuścił głośniejszy dźwięk moje usta przykryła smukła dłoń blondyna.
-To teraz ty księżniczko posłuchaj: po pierwsze nie krzyczymy, po drugie będę mówił do Ciebie ,,księżniczko" tyle razy ile tylko mi się będzie podobało. Po trzecie i tak mnie nie skrzywdzisz, bo wykąpałem się w Sty... zresztą nie ważne. Po czwarte naprawdę się pakuj zanim nas znajdą. A po za tym jestem Luke syn Herm... nie ważne, ważne że właśnie Cię ratuję księżniczko.-padła odpowiedź ze strony mojego rozmówcy.
-Nigdzie nie idę.-powiedziałam siadając na łóżku tuż obok plecaka. Aby wzmocnić sens moich słów założyłam nogę na nogę i skrzyżowałam ręce na wysokości piersi.
-Księżniczko czy ja pytałem Cię o zdanie? Nie. Więc idziesz i koniec.-rzekł blondyn w odpowiedzi.
-Lukasie mylisz się a teraz wyjdź z mojego pokoju.-odpowiedziałam mając nadzieję, że użycie pełnego imienia (chyba) podziała na niebieskookiego. Jednak chłopak zaśmiał się tylko gardłowo i powrócił do pakowania.
-Jakieś pamiątki zabierasz, czy możemy już iść?-rzekł po dłuższej chwili z pozorną wesołością, jednak wyraźnie poczułam szczyptę złości przy wspomnieniu suwenirów.
-Powtarzam Ci: nigdzie nie idę!-padła z mojej strony odpowiedź, jednak posłusznie otworzyłam szufladę i wyciągnełam z niej mały, acz gruby album ze zdjęciami. Bez słowa podałam go chłopakowi, który schował folder ze zdjęciami do plecaka. Następnie ruszył do drzwi i nie oglądając się za mną udał się do wyjścia. Musiał być pewny, że podążę za nim. Gdy byliśmy już przed drzwiami te otworzyły się i wbiegł przez nie tato. Popatrzył na nas ze smutkiem a nie jak myślałam ze zdziwieniem.
-Już czas.-szepnął tylko po czym kawałek drewna za nim zatrząsł się delikatnie. W odpowiedzi Luke pokiwał głową i ciągnąc mnie za dłoń popędził w kierunku wyjścia przeciw pożarowego. Chciałam się wyrwać i podbiec do ojca, jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, gdy drzwi wyrwał z zawiasów wielki i obrzydliwie okropny potwór. Rzucił się na Sebastiana i gdyby nie bluszcz, który pojawił się dosłownie z nikąd mój opiekun byłby już martwy. Winogrono oplotło stwora w pasie (o ile go posiadał) i odciągneło na metr do tyłu.
Stwór okazał się jednak silniejszy. Rozerwał ,,liny" i natarł na mojego ojca. Ten zaskoczony nie zdążył odsunąć się od wielkiego ogona, który pojawił się
znikąd. Ostatnie co zarejestrowałam przed wyjściem na balkon to ciało taty upadające na ziemię i jego oczy patrzące prosto na mnie...

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział I

Przesilenie zimowe jest idealną okazją na wypowiedzenie światu kolejnej wielkiej przepowiedni. 21 grudnia to z pozoru normalny dzień. Właśnie z pozoru. To wtedy jest jeden z dwóch dni w roku (nie licząc sytuacji awaryjnych, które zdarzają się ostatnio coraz częściej) w których wszyscy olimpijczycy spotykają się na Olimpie. Tym razem nawet Hades został zaproszony na Wielkie Obrady i stał się niepisanym trzynastym olimpijczykiem. Jego syn-Nico otrzymał własny domek poświęcony Bogowi Umarłych w Obozie pół-krwi. Wszystko było idealnie aż do czasu obiadu. Gdy słońce było już delikatnie przechylone na zachód zarówno w Zatoce Long Island jak i w
Empire State Building pojawiła się młoda dziewczyna. Jako wyrocznia stała się bardzo znana i nikt nie musiał prosić jej o przedstawienie się. Rachel Elizabeth Dare w jednej chwili pojawiła się przed herosami i bogami. Do jej pomalowanych błyszczykiem ust wchodziła zielona mgła.
Każdy wiedział co to oznacza. Kolejna wielka przepowiednia za chwilę ujrzy światło dzienne.
-Pan czasu upomni się o nie, gdy obóz Jupiter na pewien czas spłonie.
Tytan tytanów weźmie co nie jego, by władzę nad synem morza przejąć.
Wynagrodzić zechce najbardziej wiernych, lecz Ci z miłości spalą zastępy.
Olimp upadnie i Olimp powstanie, by początek dać erze, co nie upadnie,
puki Hadesa dziecię na świętą górę nie wkroczy i podstępem nie zabierze
tej co nazwaną Artemis będzie.-powiedziała jakby potrojonym głosem Rachel po czym znikła.
Wszyscy zamilkli na długą chwilę. Słowa Ducha Delf nie pozostawiały żadnych wątpliwości, że Kronos jest coraz bliżej zwycięstwa. Pierwszy z szoku otrząsnął się Chejron i donośnym głosem zawołał:
-Zbiórka grupowych w Wielkim domu! Natychmiast!-po czym pogalopował w tamtym kierunku. Za nim, jednak nieco wolniej podążyli wskazani herosi.
W sali ze stołem do ping-pong'a przebywało zbyt wiele osób jak na tak małe pomieszczenie. Komunikacji nie ułatwiał fakt, że większość zgromadzonych przekszykiwała się jeden przez drugiego. Centaur postanowił uspokoić wszystkich jednym, głośnym: ,,Cicho!".
-Domek Demeter?
-Obecny.-odpowiedziała Miranda Gardiner
-Domek Aresa?
-Zwarty i gotowy.-zawołała Clarisse La Rue machając na wszystkie strony włucznią.
-Domek Ateny?
-Tak.-rzekła wyjątkowo rozbudzona wzmianką o synu morza Annabeth Chase.
-Domek Apolla?
-Przygotowania czas zacząć, by z misją...-zaczął zamyślony Will Solace, jednak Córka Aresa przerwała mu mówiąc:
-To znaczy, obecny.
-Domek Hefajstosa?
-Niestety tak.-wymruczał Jake Mason grzebiąc w starym zegarku.
-Domek Afrodyty?
-Oczywiście, że jestem drogi Chejronie.-wyświergotała Drew Tanaka odklejając wzrok od lusterka.
-Domek Hermesa?
-Obecny w pełnym składzie.-rzekli Connor i Travis Hood zastanawiając się pewnie nad nowym kawałem.
-Domek Dionizosa?
-Tutaj.-rzekł Pollux machając delikatnie dłonią.
-Domek Hadesa?
-Jest.-odpowiedział Nico di Angelo.
-Dobrze wszyscy są więc możemy zabrać się za studiowanie przepowiedni. Will przytocz nam proszę pierwszy wers.-rzekł Chejron prostując się na wózku.
-,,Pan czasu upomni się o nie, gdy obóz Jupiter na pewien czas spłonie."-odpowiedział szybko syn Apolla.
-Nie wiadomo o kogo może chodzić, ale pewne jest że rzymscy herosi mogą mieć problem.-powiedziała Miranda z przejęciem
-Zgadzam się, przejdźmy do następnej części.-rzekł centaur-Will'u kontynuuj.
-,,Tytan tytanów weźmie co nie jego, by władzę nad synem morza przejąć."
-Tu chodzi o Annabeth!-zawołała Clarisse czym zdziwiła wszystkich. Sama zainteresowana spłonęła rumieńcem, jednak, gdy tylko się otrząsnęła z szoku powiedziała:
-Przecież może tu chodzić o Polifem'a i jego owce.
W odpowiedzi wszyscy popatrzyli na nią jakby była co najmniej córką Hery.
-Dobrze, krwiożercze barany zostawimy na kolację a teraz omówmy fragment: ,,Wynagrodzić zechce najbardziej wiernych, lecz Ci z miłości spalą zastępy."-rzekł koordynator coraz bardziej zestresowany.
-Te słowa potwierdzają tylko, że chodzi o Annabeth i tego jej zdrajcę Luke'a.-krzyknęła córka Aresa wbijając w blat nóż myśliwski
-Carinno ten stół był świerzo co kupiony!-zawołał za nią pan D. po czym wybiegł z pomieszczenia mamrocząc pod nosem coś o głupich herosach.
-Zgadzam się z Clarisse. Tu chodzi o Castellan'a i tę jego śmieszną armię.-dorzuciła swoje trzy grosze a w tym przypadku raczej drachmy Drew.
-Lecimy dalej: ,,Olimp upadnie i Olimp powstanie, by początek dać erze, co nie upadnie,"-rzekł pół-koń.
-Myślę, Że nic nie trzeba wyjaśniać, wszyscy zginiemy.-syknął Jake, który od początku zebrania się nudził.
-Nie zapominajmy o końcówce:  ,,puki Hadesa dziecię na świętą górę nie wkroczy i podstępem nie zabierze
tej co nazwaną Artemis będzie."...

czwartek, 22 maja 2014

Prolog

         Olimp stał się siedzibą bogów już przeszło 3000* lat temu, gdy Zeus wraz z rodzeństwem pokonał Kronosa i strącił go do Tartaru.                                                                                                                              Pokrojony własnym sierpem milczał, aż do teraz.                                         Budzi się.
Składa swoje ciało w jeden, nierozerwalny kawałek.
Planuje zemstę na swoich wyrodnych dzieciach. Dzieciach, które obaliły go i skazały na wieczne pośmiewisko…
         Nienawiść jest największym niebezpieczeństwem dla nieśmiertelnych. Co więc zagraża śmiertelnikom? Złość tytana a w szczególności tytana, który ma po swojej stronie herosów, którzy nienawidzą świata. Nienawidzą bogów. Nienawidzą samych siebie, za to, że mitologia okazała się prawdą…



*jest to data umowna

wtorek, 20 maja 2014

Obóz herosów

Witajcie herosi.
Mogłabym zacząć od tego, że jeżeli jesteście pół-krwi bezpieczniej dla was byłoby gdybyście tego nie czytali, ale po co mam to pisać skoro i tak nie posłuchacie? To jedna z największych wad herosów, ale też i ludzi: ciekawość. Współcześni mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, zgadzam się, jeśli za piekło uważamy Tartar. brrr.

Niedługo poznacie  historię Lilian a może jednak Diany? Zależy w jakim świecie o nią spytacie. Za tydzień wśród Greków będzie sławna, prawie tak samo jak Percy Jakson-syn Posejdona, który uratował Olimp...wróć,  w mojej historii o córce Ateny Perseusz nie stoczył bitwy z Kronosem, odnalazł tylko Piorun piorunów, przeszedł  sławny labirynt Dedala i odnalazł Złote Runo a i jeszcze spotkał Atlasa i spółkę.. Dokładnie w tej kolejności. Dlaczego? Tego dowiecie się czytając mojego bloga    :*